-Ja…- zatrzymałam się… odwróciłam i spojrzałam drwalowi prosto w oczy i zanuciłam..
-
Odwracam się…
Czyją twarz zobaczę?
Zatapiasz swoje paznokcie w ciemności i rozszarpujesz noc
Krople deszczu stają się kroplami krwi spływającymi po mym gardle.
Jeśli nie masz już miejsca do którego możesz wrócić.
Czyją twarz zobaczę?
Zatapiasz swoje paznokcie w ciemności i rozszarpujesz noc
Krople deszczu stają się kroplami krwi spływającymi po mym gardle.
Jeśli nie masz już miejsca do którego możesz wrócić.
Podążaj za palcem, za moim palcem
Jeśli to zrobisz, zabiorę Cię ze sobą.
Cykady płaczą w lesie
Z którego nie ma ucieczki.
Już nie ma dla mnie powrotu…
Jeśli to zrobisz, zabiorę Cię ze sobą.
Cykady płaczą w lesie
Z którego nie ma ucieczki.
Już nie ma dla mnie powrotu…
Sprawiam, że wszyscy po kolei znikają (niebieskie płomienie)
Po drugiej stronie ciemności (ranek już nigdy nie nadejdzie)
Po drugiej stronie ciemności (ranek już nigdy nie nadejdzie)
W lustrze niezliczone wykręcanie i wyciąganie rąk
Dalej, zwab tutaj kogoś
Dalej, zwab tutaj kogoś
Demonie, przyjdź tu, gdzie moje ręce klaszczą
Nieważne jak daleko pójdziesz, złapię Cię
Cykady płaczą w lesie
I głos, którego już nie usłyszę
Nieważne jak daleko pójdziesz, złapię Cię
Cykady płaczą w lesie
I głos, którego już nie usłyszę
Podążaj za palcem, za moim palcem
Jeśli to zrobisz, zabiorę Cię ze sobą.
Cykady płaczą w lesie
Z którego nie ma ucieczki.
Już nie ma dla mnie powrotu…
Jeśli to zrobisz, zabiorę Cię ze sobą.
Cykady płaczą w lesie
Z którego nie ma ucieczki.
Już nie ma dla mnie powrotu…
Demonie, przyjdź tu, gdzie moje ręce klaszczą
Nieważne jak daleko pójdziesz, złapię Cię
Cykady płaczą w lesie
I głos, którego już nie usłyszę…
Nieważne jak daleko pójdziesz, złapię Cię
Cykady płaczą w lesie
I głos, którego już nie usłyszę…
I wszystko zaczęło się rozmazywać… a ja pojawiłam się na ścieżce w strugach deszczu. Koło mnie leżał drwal z siekierą wbitą pomiędzy oczy. Uśmiechnęłam się do siebie.
- I tak nikt cię nie będzie szukał.-prychnęłam.- zdrajco…
Miał przy dobie jeszcze jedną broń, a mianowicie mały ale ostro zakończony nóż. Wyjęłam go zza pazuchy i obejrzałam go. Pasował do mojej ręki idealnie.
~ Zabieram go. Tak dla bezpieczeństwa- pomyślałam i poszłam dalej już po ścieżce… Nie odwracając się za siebie. A Robin nie widzałam.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
„Demonie, przyjdź tu, gdzie moje ręce klaszczą
Nieważne jak daleko pójdziesz, złapię Cię
Cykady płaczą w lesie
I głos, którego już nie usłyszę…”
Nieważne jak daleko pójdziesz, złapię Cię
Cykady płaczą w lesie
I głos, którego już nie usłyszę…”
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Pięknie! Naprawdę pięknie! Studnia, a do niej przyczepiona kartka z moim imieniem! ja zwarjuje!
~szelest…szelesst…śmiech….warczenie..
- WY SOBIE CHYBA ŻARTUJECIE?! Nie jestem mordercą!-wykrzyczałam na całe gardło przerażona- JA PO PROSTU CHCĘ WRÓCIĆ DO DOMU!
Nic dziwnego że się bałam. Byłam daleko od domu, a w ciemnościach rozbrzmiewał odgłos kroków i szyderczy śmiech… I znajomy głos..
- ROSE!? Jesteś tutaj? To my! Ruby i Scarlet! – usłyszałam i w tym samym momencie ktoś mnie popchnął do przodu tak mocno że wpadłam w ramiona moim siostrom!
…..I w tym samym momencie zemdlałam. Tia zbira się pozbyłam a rozłąki z kimś bliskim nie potrafiłam znieść…
Obudziłam się na dnie studni.
- C..cooo?! Gdzie ja do cholery jestem?!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz